Otwórzmy informacje publiczną!

Otwieranie kolejnych zasobów informacji publicznej ma potężny potencjał biznesowy i gospodarczy. Jak rozwiązać konflikt między upublicznianiem danych, a prawami autorskimi? Trwają prace nad ustawą, która ma ten spór zakończyć.

Sprawa ogólnodostępnej informacji publicznej w Polsce wciąż jest otwarta. Pomimo, że powstało Centralne Repozytorium Informacji Publicznej (Więcej Tutaj) i tak wciąż niewielki procent informacji zostało udostępnione opinii publicznej. Bardzo często dane udostępniane są, ale w mało przyjaznych rozszerzeniach które uniemożliwiają dalsze przetwarzanie. Przykładem mogą być skany, czy zdjęcia. Trzeba przyznać jednak, że aspekt udostępniania informacji publicznej powoli rozwija się, co Polsce dobrze wróży.

Musimy pamiętać, że ogólnodostępna informacja to nie tylko kontrola społeczeństwa, ale także ogromna szansa na rozwój gospodarczy. Osobiście znam ogromną liczbę ciekawych projektów, które przy pomocy informacji publicznej miały szanse zaistnieć i tym samym zarobić. Dla przykładu mogę podać zapewne wszystkim znany portal i aplikację JakDojade.pl. Kolejnym przykładem może być poznańska wyszukiwarka grobów na cmentarzach. Tego typu rozwiązań jest wiele, a każde z nich przy pomocy ogólnodostępnej informacji publicznej ułatwia życie obywatelom.

Aktualnie sprawa dotycząca udostępnienia informacji publicznej rozszerza się jeszcze bardziej. Pod pieczą Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji powstaje ustawa, która ma na celu otwarcie zasobów muzealnych, bibliotek i archiwów. Niestety, jak się okazuje ani organizacje biznesowe, ani resort gospodarki specjalnie nie interesuje się to sprawą. Wciąż widać, jak niewielką świadomość dotycząca potencjału informacji publicznej ma nasze społeczeństwo. A przecież według ekspertów sprawa ta dotyczy kilkuset tysięcy firm, a zyski można mierzyć w miliardach złotych. Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych oszacował, że zbiory danych mają potencjał rzędu 2 procent PKB w perspektywie najbliższych piętnastu lat.

Dzisiejszy rozwój i dynamiczny postęp zmusza niemal każdą dziedzinę biznesu do zmiany swoich modeli. Przykładowo gazety, by nie zniknąć z rynku musiały także wejść na rynek wydań elektronicznych. Firmy marketingowe musiały przestawić się na sposoby budowania wizerunku przy pomocy reklam typu Google AdWords lub tych znajdujących się na Facebooku. Coraz częściej możemy zobaczyć w kampaniach reklamowych osoby rozpoznawalne tylko i wyłącznie dla bardzo ścisłej grupy społecznej. Przykładem może być wykorzystanie w spotach vlogerów działających na YouTube.

Pojęcie re-use, czyli ponowne wykorzystanie informacji publicznej również chyba musi dojrzeć w naszym społeczeństwie. A szkoda! Ustawa przygotowywana przez MAC ma nareszcie szansę uregulować prawnie ponowne wykorzystanie o charakterze komercyjnym i niekomercyjnym zasobów instytucji publicznych. Dzięki niej każdy miałby dostęp do zasobów muzealnych, archiwów i bibliotek. Otwarcie danych to oczywiście wysokie szanse na zysk, rozwój i tym samym na nowe miejsca pracy.

Niestety, tworzenie tego typu ustaw zawsze przebiega bardzo burzliwie. Z jednej strony zwolennicy otwarcia danych zgłaszają szereg uwag do powstającego tworu, z drugiej przedstawiciele organizacji branżowych zajmujących się prawami autorskimi nie zgadzają się na część postulatów. Trudno jest znaleźć konsensus obu stronom konfliktu. Podczas tego sporu odbyły się już dwie tury konsultacji społecznych i konferencje uzgodnieniowe. To dobrze, że tak ważny aspekt został także skonsultowany z samym społeczeństwem. Spora część organizacji niestety w ogóle nie wzięła udziału w rozmowach, pomimo zaproszenia lub prośby o opinie. Przykładowo członkowie Konfederacji Lewiatan zupełnie nie wyrazili zainteresowania. Podobnie postąpiło też Ministerstwo Gospodarki, które w drugiej turze konsultacji w ogóle nie przedstawiło swoich uwag.

Wciąż możemy obserwować przepychanki w tym zakresie, bo nikt tak naprawdę nie chce stracić na tej ustawie. To jest zrozumiałe. Pojawia się także aspekt opłat za korzystanie z otwartych informacji publicznych. Pozostaje postawić pytanie jak to wyważyć. Gdzie postawić przecinek? Co jest informacją publiczną i stricte państwową, a co należy do danego podmiotu – autora, który zarabia na obrazie X, czy książce Y i nie chce by kto inny nań zarabiał.

Sprawa jest nad wyraz trudna i złożona, dlatego też zaskakuje mnie brak chęci wielu podmiotów do rozmowy o tej ustawie. Dobrze, że Polska chce otwierać coraz więcej zbiorów, niestety w tym wszystkim trzeba uważać na dane, do których prawa ma kto inny, kto nie wyraził zgody na ich przetwarzanie. Póki co zachęcam podmioty publiczne, do udostępniania społeczeństwu informacji na portalu DanePubliczne.gov.pl. Rozwój i udostępnianie tego typu danych Polakom także pozwala na wzrost gospodarczy.

Więcej informacji znajdziecie Tutaj

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.