Wywiad z Magdaleną Chusteską – trenerką w projekcie Decydujmy Razem

W zeszłym tygodniu braliśmy udział w szkoleniu upowszechniającym projekt Decydujmy Razem. Relacje z tego wydarzenia znajdziecie pod Tym linkiem. Oprócz zdobycia ogromnej wiedzy udało nam się także porozmawiać z Panią Magdaleną Chustecką, doświadczoną działaczką społeczną. Od 15 lat jest ona zaangażowana w realizację projektów społecznych min. w obszarze rozwijania partycypacji społecznej. Moderatorka, trenerka i edukatorka w projekcie Decydujmy Razem.

.
Czym tak naprawdę jest partycypacja? Przyznam się szczerze, że przed naszym dzisiejszym spotkaniem rozmawiałem na temat partycypacji z rodziną i znajomymi i niewiele osób miało pojęcie co to tak naprawdę jest.

Z partycypacją społeczną mamy do czynienia wtedy, kiedy wraz z sąsiadem decydujemy się na rekultywowanie naszego przyblokowego klombu lub trawnika. Czyli kiedy kilka bądź więcej osób robi coś na rzecz ogólnego dobra i robi to w przestrzeni publicznej –wówczas mówimy o partycypacji społecznej. Natomiast mówiąc o partycypacji publicznej mamy na myśli takie sytuacje jak np. zaangażowanie obywateli w proces decyzyjny konkretnej gminy czy powiatu. To znaczy, że o tym co się dzieje w naszej gminie nie decydują wyłącznie radni i wójt lub burmistrz tylko także współtworzą te rozwiązania mieszkańcy. Przykładowo decydują oni na jakich zasadach funkcjonują przedszkola w ich gminie, czy jak są finansowane. Mogą decydować jak rok-rocznie wydawać pieniądze z budżetu, jakie potrzeby są ważne by przy pomocy tych środków je finansować. Partycypacja odpowiada na zapis zapisany w ustawie o samorządzie. Mianowicie samorząd jest wspólnotą mieszkańców. Ten zapis jest bardzo znaczący. Samorząd lokalny oraz jego struktura jest stworzona po to by zaspokajać potrzeby i rozwiązywać problemy mieszkańców. A najlepiej te problemy i potrzeby znają sami mieszkańcy. Partycypacja zapewnia realizację tych potrzeb.

Partycypacja w Polsce cały czas się rozwija. Do tego też przyczynił się projekt „Decydujmy Razem”. Na czym ten projekt polegał i jaki był jego cel?

Projekt wdrażał w 108 gminach i powiatach na terenie całej Polski różne rozwiązania partycypacyjne. Mówiąc prostszym językiem rozwijał współuczestnictwo i współudział mieszkańców w tworzeniu ważnych dokumentów, które wyznaczają działania gminy, czy powiatu na wiele lat. Przykładem może być strategia dotycząca rozwiązywania problemów społecznych. Wyznacza ona zadania, które ma podjąć samorząd w tym aspekcie  np. w skali najbliższych 5 lat. Mieszkańcy gmin i powiatów gdzie działał projekt Decydujmy Razem spotykali się i wspólnie definiowali najważniejsze problemy wspólnoty. Później szukali rozwiązań oraz sposobów na to jak sobie radzić z tymi problemami. Ważne jest to, że rozwiązań nie tworzyli eksperci zewnętrzni ani sami urzędnicy ale te osoby, które są istotą działania samorządu.

Projekt kończy się w roku 2014, jakie wnioski zostały wyciągnięte, jaka była reakcja mieszkańców na efekty prowadzonych działań?

Przyznam się szczerze, że boję się mówić o ogólnych wnioskach, bo mówimy tutaj o 108 gminach i powiatach. W niektórych okazało się, że zaproponowane rozwiązania nie zadziałały. W innych z kolei działania skończyły się sukcesem.  Udało się np. wspólnie wypracować dokumenty i skonsultować je ze społecznością. Udało się też wdrożyć monitoring prowadzony przez mieszkańców. Myślę że z wnioskami warto poczekać na raport ewaluacyjny, który niedługo się ukaże. Są przykłady gmin gdzie udało się zaimplementować nowe rozwiązania. Przykładowo udało się zaangażować młodzież. Jest to grupa, którą często postrzega się jako mało zainteresowaną losami gminy, a tym bardziej jej problemami. Okazało się że przy wykorzystaniu nieszablonowych sposobów udało się ich zaangażować.

Możemy powiedzieć, że projekt  zakończył się sukcesem?

Tak. Powiedziałabym, że porażka w tym projekcie jest też sukcesem. To pierwszy projekt który na skalę ogólnopolską wprowadzał pewne rozwiązania. Działania były też monitorowane na poziomie ogólnopolskim, czego efektem będzie wspomniany przeze mnie raport ewaluacyjny. Nawet odkrycie, że coś nie zadziałało jest ciekawym wynikiem. Te wnioski pokazały nam w którym kierunku idziemy, jaka jest przyczyna, tego że ludzie czasami nie czują tożsamości ze swoimi powiatami. Może to oznaczać,  że trzeba zastosować inne metody partycypacyjne.

Kolejnym etapem zamykającym już projekt Decydujmy Razem jest przekazywanie dalej zebranej wiedzy i doświadczeń. Jaki jest cel szkoleń, które aktualnie odbywają się na terenie Polski? Czego na szkoleniach dowiedzą się uczestnicy?

Celem jest „odkodowanie” magicznego słowa partycypacja, czyli na czym polega współuczestnictwo i współudział. Próbujemy odpowiedzieć na pytanie jakie założenia stoją za partycypacją i dlaczego warto ją wprowadzać. Dodatkowo przedstawiamy uczestnikom sprawdzone metody i konkretne rozwiązania, które mogą pomóc rozpocząć wdrażanie partycypacji w samorządach lokalnych. Z jednej strony mówimy o definicjach, założeniach ale także o konkretnych rozwiązaniach. Można powiedzieć że te spotkania są taką „Skrzynką z Narzędziami”. Każdy będzie mógł wybrać to co pasuje do konkretnej gminy, bo każda jest inna i niepowtarzalna.

Będą też przedstawione uczestnikom konkretne miejsca gdzie udało się wprowadzić z powodzeniem partycypację. To może dać uczestnikom wiarę, że faktycznie może się ten proces udać.

To jest właśnie optymistyczne, że po paru latach praktykowania współuczestnictwa możemy znaleźć dobre praktyki w Polsce. Wcześniej musieliśmy korzystać z zagranicznych przykładów, które zawsze mogły zostać skwitowane stwierdzeniem „To nie nasz kraj”. A teraz mamy już takie przykłady, które pokazują że od wiejskich społeczności po duże miasta, przy określeniu pewnych warunków i dobrej woli samorządu dotyczącej realnego wysłuchania mieszkańców, dobre praktyki są możliwe.

Wciąż jednak dane mogą niepokoić. Badania prowadzone przez Instytut Spraw Publicznych pokazują, że zaledwie 10% społeczeństwa wzięło udział w konsultacjach społecznych. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji podaje, że około 3%  Polaków wzięło udział w konsultacjach prowadzonych online. Jak widać odsetek jest niewielki. Mało ludzi wierzy, że ich głos ma jakiekolwiek znaczenie. Co trzeba jeszcze zrobić, by demokrację w naszym kraju nazwać „dojrzałą”. Co jest potrzebne by w społeczeństwie zbudować poczucie, że ich głos się liczy?

Nikt nie powiedział że będzie łatwo.  Obszar ten wymaga dużych zmian i  edukacji na wielu poziomach. Jeśli mówimy o współuczestnictwie, to mówimy zarówno o tym jakie są założenia mieszkańców, dotyczące tego czym dla nich jest gmina i samorząd. Dodatkowo trzeba pamiętać o założeniach urzędników i władzy samorządowej. Najtrudniejsza jest praca, która zmienia podejście obywateli, czy urzędników i władzy lokalnej. Nikt nie oczekiwał, że to się uda szybko zmienić. Wyniki tych badań wcale nie są zaskakujące, bo zmiana postaw  wymaga wiele czasu. Trzeba się przygotować, że proces ten zajmie jeszcze wiele lat. To co jeszcze wymaga naszej uwagi to podejście do procesu współuczestnictwa. Powinien on być w gminach czymś stałym. Nie powinny być to jednorazowe akcje.  Po trzecie, potrzebne są standardy wdrażania partycypacji. Pewne ramy proponowane są w Kanonie Lokalnych Konsultacji Społecznych – dokumencie powstałym z inicjatywy projektu Decydujmy Razem. Musimy stale dbać i monitorować jakość partycypacji. Po czwarte, edukacja. Bez niej niewiele osób wie co to znaczy partycypacja, jakie niesie korzyści oraz jak z niej korzystać. Po piąte, należy budować przestrzeń mieszkańcom, która pozwoli na interakcję i na wspólne spotkania. Na nich społeczności będą mogły swobodnie prowadzić rozmowy i debaty na temat swoich problemów.

 W których dziedzinach w Pani ocenie obywatele powinni mieć większą wolność, jeśli chodzi o decydowanie oddolne?

Osobiście uważam, że większość kwestii powinna być oddana do dyspozycji obywateli. Każdy obszar działania gminy czy powiatu wymaga diagnozy – minimum to spytanie się mieszkańców i rzetelne uwzględnienie ich perspektywy. Każdy powinien mieć przestrzeń do tego by problemy jego grupy, czy społeczności były wzięte pod uwagę i przeanalizowane – na tym polega partycypacja. Z perspektywy urzędu, części problemów nie widać. Jeśli się nie spytamy mieszkańcom, to nie będziemy wiedzieć czego potrzebują obywatele. Oczywiście są też aspekty skomplikowane, w które trudno zaangażować obywateli. Ja osobiście uważam że i to jest możliwe. Trzeba tylko dostosować metody do konkretnych sytuacji i społeczności.

Ostatnie pytanie dotyczy ciągle rozwijającej się technologii i trwającej aktualnie ery cyfryzacji. Czy rozwój nowych technologii może pomóc w rozwoju demokracji. Przykładem mogą być konsultacje online, o których wspomniałem. Miasta europejskie takie jak Liverpool, Barcelona prowadzą specjalne portale,  na których jest bardzo mocno rozwinięta komunikacja z obywatelami. Mogą oni głosować, wypowiadać się w kwestiach dla nich ważnych. Jest to bardzo dojrzałe oraz cyfrowe. Czy podążanie tą ścieżką jest sposobem na ułatwienie i zachęcenie obywateli do współtworzenia?

Uważam, że tak. Należy jednak podkreślić, że nie powinno być to jedyne narzędzie. Myślę że tego typu portale powinny być narzędziem które dopełnia inne formy konsultacji i partycypacji. We współtworzeniu należy stosować różne metody i różne narzędzia. Każde z nich odpowiada różnym potrzebom. Ktoś chętniej uda się na spotkanie bo np. ma dużo czasu. Ktoś inny chętniej wyśle ankietę przy pomocy Internetu. Czekam na narzędzie typu „webinaria”. Internet jest bardzo indywidualistycznym narzędziem, które w pewnym sensie uniemożliwia dyskusję. Tu widzę zagrożenie dla współuczestnictwa. Bardzo wierzę, że pewne perspektywy i stanowiska tworzone są poprzez bezpośrednią dyskusję. Patrząc jednak na rozwój technologiczny mam poczucie że niedługo będzie taka konwersacja możliwa. Parę lat temu patrzyłam sceptycznie na idee Webinariów, bo wydawała mi się abstrakcyjna. Dziś mogę powiedzieć że brałam udział w paru tego typu szkoleniach i muszę przyznać że jest to forma współuczestnictwa zachowująca pewnego rodzaju formę sali szkoleniowej.

W ramach podsumowania, co według Pani jest najważniejsze we wdrażaniu partycypacji publicznej?

Dla mnie są ważne dwie rzeczy. Pierwsza to monitoring. Proces partycypacji wymaga monitoringu. Druga sprawa, to konieczność przemyślenia procesu partycypacji. Jeśli proces ten wdrażany jest na zasadzie „Ad-Hoc” to finalnie biorą  w niej udział tylko niektóre grupy ludzi. Przeważnie te, które mają największą wiedzę dotyczącą samorządów lokalnych. Jeśli nie włączymy do dyskusji wszystkich grup społecznych, to efekt jest taki że poprawiamy byt tylko części społeczeństwa. Pogarszamy sytuację tych, do których nie udało nam się dotrzeć. Ich głos nie jest brany pod uwagę.

Czyli zamiast pomóc tylko bardziej szkodzimy, bo tworzymy przepaść między segmentami społeczeństwa.

Dokładnie! Pogłębiamy wówczas nierówności społeczne. Żeby trafić do wszystkich ludzi, trzeba podjąć zdecydowanie większy wysiłek. Możemy tylko wywiesić plakaty, czy zamieścić informacje w Internecie. Wtedy przyjdą tylko te osoby, które widzą w tym konkretny interes, nie boją się zabrać głosu i są w stanie powiązać decyzje na poziomie gminy z jakością ich życia. Tych, którzy nie posiadają takiej wiedzy zdecydowanie trudniej jest zachęcić do przyjścia na spotkanie. Jest to jedno z większych wyzwań partycypacji. Trzeba zrobić wszystko by bardzo słuszna idea współuczestnictwa nie spowodowała efektu ubocznego w postaci powiększania nierówności społecznych.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.